Dzień dobry wieczór

Cześć wszystkim!

Moje podejście do pisania bloga numer π^2.

Zawsze się łudzę, że coś z tego wyjdzie. No więc stawiam takiego bloga, ładnie komponuję z moją stroną, robię dużo różnych dziwnych rzeczy. A potem siadam, przez kilka dni piszę regularnie, potem coraz rzadziej, aż w końcu blog zostaje zarzucony. Ale w pewnym momencie do tego wracam, znów wrzucę kilka notek i błędne koło się zamyka.

Może to dlatego, że próbowałem pisać na siłę, jakieś tam techniczne posty, różne dziwne rzeczy. Czasem bełkot. Dlatego to rzucam. Ostatnio siedząc i gapiąc się w monitor stwierdziłem, że to moja domena, mój serwer. Mój kawałek sieci. I tak w gruncie rzeczy to nikt mi nie zabroni wrzucać tu czegokolwiek. Dlatego tak też będę robił. To nie będzie stricte techniczny blog. To nie będzie coś, bo chcę się upubliczniać, obedrzeć z resztek prywatności, czy coś w tym stylu. Raczej coś, w co przeleję swoją frustrację, będę się chwalił osiągnięciami. A może i nie? Ciężko powiedzieć.

W sumie, i tak nikt tego nie czyta. Czasem ktoś wpadnie, popatrzy kilka wpisów. Czasem ktoś wskoczy z Google, bo akurat wrzuciłem ciekawe rozwiązanie problemu. Tyle. Cóż więc za różnica?

Heh, zadaję to pytanie sam sobie. W ramach wykładów z WDI mieliśmy teorię informacji. Tak więc kilobajty bełkotu zaleją nieco przestrzeni dyskowej mojego serwera. A jak ktoś to przeczyta, to fajnie. Jak zrozumie – trochę gorzej. Jak się będzie z tym identyfikować to już w ogóle tragedia i prawdopodobnie powinien się leczyć. :-)

Heh.

Przejrzę backupy starego bloga, zobaczę, czy coś się nadaje do przeniesienia. Jak tak, to zapewne i tak dopiero po redakcji, bo czasem jak czytam sam siebie to sam mam dziwne myśli. W każdym razie, kończę. See ya.